Subskrybuj
Ligi Zagraniczne

Czy Barcelona powinna żałować odejścia Luisa Suareza? [ANALIZA]

2021-01-07

Kolejne gole Luisa Suareza w barwach Atletico Madryt rodzą pytania – czy Barcelona postąpiła słusznie, pozbywając się Urugwajczyka? 33-latek jest współliderem klasyfikacji strzelców La Ligi z dorobkiem 9. trafień, mimo rozegrania raptem dwunastu meczach.

Nie stracił atutów

Luis Suarez przez dekadę mógł być uważany za najlepszego napastnika na świecie. W ostatnich latach wyprzedził i zdystansował go, oraz resztę stawki, Robert Lewandowski. W tym sezonie Urugwajczyk na boisku wygląda na zawodnika ociężałego, któremu brakuje szybkość, a każdy ruch sprawia sporo bólu, ale instynktu i umiejętności strzeleckich może mu pozazdrościć każdy gracz na tej planecie.

Dziewięć goli i dwie asysty w dwunastu meczach to najlepszy start jakiegokolwiek zawodnika Atletico w XXI wieku. 33-latek jest lepszy nawet od samego Radamela Falcao, który w barwach Rojiblancos był prawdziwym goleadorem.

Atletico od wielu lat brakowało rasowej i skutecznej dziewiątki. Praktycznie od odejścia Diego Costy, Diego Simeone nie posiadał w swoim zespole takiego gracza. Część obowiązków zdobywania bramek przejął na siebie Antoine Griezmann, ale nie było to tak efektywne jak gra z Hiszpanem lub Kolumbijczykiem. Suarez wydaje się idealnym uzupełnieniem zespołu, pod którego Cholo zmuszony był przedefiniować całą grę swojego zespołu.

Wszystkim wyszło to na dobre, bo Atleti regularnie zwycięża. Potrafi również wygrywać z ekipami słabszymi, co było zmorą w ostatnich latach. Swój blask i skuteczność odzyskał również 33-latek. Potwierdza to bilans zdobytych bramek do xG zawodnika (bramek oczekiwanych – red.). Lepszy od napastnika Rojiblancos jest tylko jego klubowy kolega – Marcos Llorente. (źródło: fbref.com)

Świetne statystyki strzeleckie Suareza bardzo dobrze kontrastują do bardzo słabej skuteczności napastników FC Barcelony, zwłaszcza Antoine’a Griezmanna. Szokować może również spory ujemny bilans Leo Messiego, ale w przypadku Argentyńczyka należy wziąć poprawkę na liczbę oddawanych strzałów. 92 uderzenia (drugi w tej klasyfikacji Karim Benzema ma ich raptem 50) bardzo negatywnie odbiło się na współczynniku xG. Niemniej, w pierwszej dziesiątce tego niechlubnego zestawienia, znajdziemy aż czterech graczy Barcy.

Konflikt priorytetów

Mimo niesamowitego rozwoju w ostatniej dekadzie, Atletico wciąż pozostaje klubem z innymi priorytetami niż Barcelona. Rojiblancos zdają sobie sprawę ze swoich ograniczeń finansowych, instytucjonalnych oraz piłkarskich; zawsze zostaną „tym trzecim”. Już dawno temu Diego Simeone powiedział słowa, które idealnie obrazują status klubu z Madrytu: „Moim zadaniem jest skrócenie czasu między mistrzostwami”.

Każdy sukces krajowy jest na Wanda Metropolitano inaczej odbierany emocjonalnie niż na Camp Nou. Obsesją Katalończyków wciąż pozostaje Liga Mistrzów, niezdobyta od ponad pięciu lat. Triumf na krajowym podwórku? Fajnie. Zawsze cieszy, ale cztery mistrzostwa w ciągu sześciu ostatnich lat powodują spowszechnienie i nie generują euforii. Nawet jeśli ostatnie rozgrywki padły łupem Realu Madryt.

Zmorą bohatera tekstu, czyli Luisa Suareza są rozgrywki Champions League. Od sezonu 2016/2017 Urugwajczyk w 40 spotkaniach tychże zawodów, zdobył raptem 10 goli. Raptem jak na zawodnika tej klasy. Dość powiedzieć, że jesienią w fazie grupowej, już w barwach Atleti, nie zdobył żadnej bramki! Haniebna jest również statystyka goli na wyjeździe podczas spotkań Ligi Mistrzów. Suarez czeka na takiego już ponad 5 lat!

33-latek przestał być graczem, który pozwala ci być konkurencyjnym w Europie. W lidze to dalej bestia i kiler, ale rywalizacja z czołowymi ekipami świata, brutalnie go weryfikuje i uwypukla jego wszystkie mankamenty. Głównie fizyczne, bo piłkarsko lub instynktem snajpera dalej imponuje.

Plan Koemana

Można zadać sensowne pytanie – czy nie można było zostawić Suareza, chociażby na ligę skoro i tam idzie, eufemistycznie mówiąc, przeciętnie, a podstawowym napastnikiem jest Martin Braithwaite? Do tego, że Urugwajczyk jest lepszym napastnikiem od Duńczyka nie trzeba nikogo przekonywać, ale w pierwotnym zamyśle Ronalda Koemana, jego naturalnym następcą miał być Antoine Griezmann, a planowany był również transfer Memphisa Depaya. Odetchnął również klubowy budżet, który zyskał wartość połowy pensji Urugwajczyka (Barcelona dalej płaci 50% kontraktu Suareza).

Holender do klubu nie trafił, gdyż Barca nie zdołała zgromadzić kwoty 30 milionów euro, a Francuz pokazał się kompletnym niewypałem na pozycji numer „dziewięć”. To akurat nie powinno nikogo dziwić, gdyż były gracz Atletico nigdy nie błyszczał jako osamotniony napastnik, grający na desancie. Zawsze wolał grać obok lub tuż za wysokim i silnym napastnikiem. Giroud w reprezentacji, a Costa lub Morata w ekipie Los Colchoneros. Negatywne skutki braku Suareza odczuwał również Leo Messi, który w ostatnich tygodniach przyznał, że nieobecność przyjaciela wpłynęła na jego formę na początku sezonu.

Do Barcelony można mieć mnóstwo pretensji związanych z tym ruchem. Przez warunki transferu oraz kontraktowe, kwoty, sposób pożegnania, jawne wypychanie z klubu swojej legendy etc., ale sam zamysł miał znamiona logicznego. Jednak fakt, że Luis Suarez tak dobrze wkomponował się do drużyny Diego Simeone, która w dodatku jest liderem La Ligi, budzi zrozumiałe wątpliwości. Tym bardziej, że Duma Katalonii dalej płaci 50% wynagrodzenia 33-latka. Ten ma za sobą świetne tygodnie i mknie po mistrzowski tytuł z nową ekipą. Barcelona już to kiedyś przeżyła.

FILIP MODRZEJEWSKI