Subskrybuj
Ekstraklasa

#NoToPoKolejce - 21/22 - Kolejka #18 - Kto jest królem "asyst spodziewanych per minuta"?

2021-12-15

Wielokrotnie w ramach cyklu #NoToPoKolejce pisałem już na temat xG, czyli "bramek spodziewanych". Współczynnik ten wyliczany jest za pomocą złożonych algorytmów, określających na bazie szeregu czynników jakie jest "logiczne" prawdopodobieństwo zdobycia gola z danej sytuacji pod bramką rywala - i sumując wyniki z danego spotkania dla uzyskania xG całej drużyny. xG jest bardzo dobrym narzędziem do tego, by oceniać realną dyspozycję zespołu w konkretnym spotkaniu, nie sugerując się wynikiem jaki osiągnął. Innymi słowy - to świetny miernik do wyłapywania kiedy "gra była lepsza (lub gorsza) niż wynik" - co jest kluczowe przy chłodnej ocenie rozwoju (lub "zwoju" ;)) zespołu pod okiem danego trenera, i wyczuwaniu długookresowych jakościowych trendów. 

O ile xG jest miernikiem "otwierającym oczy na to co nieoczywiste" przy analizie dokonań zespołowych, indywidualnie nie zapewnia już jednak takiego "olśnienia". Jeśli bowiem - przykładowo - napastnik ma wysokie xG, ale nie zdobywa bramek - to z jednej strony super, że dochodzi do sytuacji, ale z drugiej strony jego rolą jest przecież właśnie wykańczanie akcji. Słowem - na dwoje babka wróżyła, bo może taki delikwent "się odetka", a może nie. W ujęciu indywidualnym takim "otwierającym oczy" współczynnikiem jest natomiast na pewno xA ("asysty spodziewane") - zwłaszcza pod względem gry w "dziale kreacji". Właśnie jemu chcę poświęcić dzisiejszy felieton - i z tego też wynika powyższy, przydługi wstęp :)

"Asysty spodziewane" w systemie InStat wyliczane są w prosty sposób - odzwierciedlają bowiem xG wynikające z sytuacji, którą wykreowało poprzedzające ją zagranie (aczkolwiek wbrew nazwie nie uwzględniają np. bycia faulowanym na rzut karny czy "strzałowy" rzut wolny). Na dobrą sprawę jest to więc współczynnik znacznie istotniejszy niż liczba asyst "faktycznych" Jeśli bowiem genialny pomocnik czy skrzydłowy dograł 10 piłek "na pewnego gola", z czego 8 zostało zmarnowanych przez jego nieskutecznych kolegów, jest to znacznie lepszy jakościowo wynik niż kiedy ktoś dzięki zimnej krwi i precyzji partnerów z zespołu zaliczył 4 asysty z 4 dograń, z których dwa wyszły mu przypadkiem. Trudno oczekiwać od podającego odpowiedzialności za jakość wykończenia - natomiast w najprostszym ujęciu piłkarskich "liczb", patrząc na asysty odruchowo bardziej niestety doceniamy "tego, kto ma cztery" niż "tego, kto powinien mieć dziesięć, ale ma dwie". I tu wjeżdżają na białym koniu "asysty spodziewane" - żeby w końcu zaprowadzić sprawiedliwość!

Kto po 18 rozegranych kolejkach jest więc ich królem w naszej Ekstraklasie?

Wyliczenia przedstawiają stan na okolice południa w dniu 15 grudnia. Żeby nie dyskryminować zawodników, którzy nie zagrali wszystkich spotkań, posłużymy się przeliczeniem "per 90 minut gry". Żeby wybitni "krótkowystępowcy" nie zakrzywiali nam obrazu nierealną ekstrapolacją ich dokonań z kilkuminutowych epizodów - uwzględnimy tylko zawodników, którzy zagrali przynajmniej 25% możliwego czasu gry. Uśredniony zespół Ekstraklasy zagrał na ten moment 17,67 spotkania, co daje 1590 minut podstawowego czasu gry, z czego 25% to 397,5 minuty. Dodatkowo, dorzuciłem do rankingu "wkład autorski" poprawiając niedoskonałość prowadzonych przez InStat statystyk. Posprawdzałem bowiem kto w pierwszy 18 kolejkach Ekstraklasy tego sezonu był faulowany na rzut karny - i dorzuciłem komu trzeba wynikające z tego faktu 0,75 "spodziewanej asysty" (dla porządku, zrobiłem to w osobnej tabeli). Nałożywszy wszystkie powyższe filtry na wyciągniętą z InStat bazę danych - otrzymałem następujące rezultaty:

TOP-8 - ASYSTY SPODZIEWANE PER 90 MINUT GRY - BEZ WYWALCZONYCH KARNYCH

* * *

* - bez uwzględnienia 1 asysty w formie bycia faulowanym na rzut karny

* * *

TOP-8 - ASYSTY SPODZIEWANE PER 90 MINUT GRY - WLICZAJĄC WYWALCZONE KARNE

Jak widać gołym okiem - niekwestionowanym numerem jeden jest na ten moment Kamil Grosicki. Zagrał on 629 minut i zanotował 4 asysty - jednak miał w tym czasie aż 7 asyst spodziewanych! W przeliczeniu na pełny wymiar czasowy spotkania daje to niemal równo 1 asystę spodziewaną na 90 minut gry. Warto przy tym nadmienić, że żadna z jego "spodziewanych asyst" nie wynika z bycia faulowanym - wszystkie są zaś efektem dograń. Biorąc pod uwagę, że TurboGrosik po powrocie do Ekstraklasy nadal dochodzi do optymalnej dyspozycji i dopiero się rozkręca - aż strach się bać, co będzie dalej. Brawo!

Niezależnie od tego, czy uwzględnimy "bycie faulowanym na karnego" czy nie, drugą i trzecią lokatę zajmują dwaj zawodnicy Lecha Poznań - Adriel Ba Loua oraz Dani Ramirez. Biorąc pod uwagę same dogrania - minimalnie lepszy jest Ba Loua, który ma 0,77 spodziewanej asysty na mecz. Jeśli jednak uwzględnimy rzuty karne - "jedenastka" wywalczona przez Ramireza przeciw Legii sprawia, że przy niewielkiej liczbie minut jakie w tej rundzie dane mu było zagrać w lidze, ma on średnią na poziomie aż 0,88 spodziewanej asysty na mecz! W perspektywie 1590 minut (czyli 17,67 pełnego spotkania - bo tyle średnio zagrał póki co każdy z zespołów Ekstraklasy) dawałoby to aż 15,5 spodziewanej asysty (Grosicki - 17,7; Ba Loua - 13,6). Oczywiście - jak wiemy - spodziewane asysty mają tę przypadłość, że nie zawsze przeradzają się w bramki (i vice versa, czasem bramki padają na skutek kiksu czy niecelnego strzału zamienionego w asystę). Niemniej, tak czy owak warto jest te rezultaty mieć w pamięci...

Jak zawsze w wypadku przeliczania "per mecz" czy "per 90 minut", czołowe lokaty w rankingu mają zawodnicy, którzy rozegrali relatywnie mało minut. Dużo trudniej utrzymać bowiem wysoką średnią pozytywnych zagrań przy dużej liczbie prób, niż przy małej. Na specjalne słowa uznania zasługuje więc Jakub Kamiński - który znalazł się w top-8 "spodziewanych asyst" zarówno z karnymi jak i bez nich, mimo że w lidze rozegrał dla Lecha niemal 94% możliwych minut! Jednocześnie trzeba docenić ogrom pecha, jaki miał jego kolega z zespołu - Ba Loua. Rozegrawszy trzy razy mniej minut niż Kamiński, powinien mieć on "na logikę" niemal tyle samo asyst (Kamiński: 8 bez karnych, 8,75 z karnymi; Ba Loua - 7). O ile jednak Kamiński ma na koncie 4 asysty "faktyczne" (lub 3, jeśli odliczymy wywalczonego, strzelonego karnego) - Ba Loua ma... zaledwie jedną! Jest jednak w lidze jeszcze większy pechowiec od niego - to Dawid Abramowicz z Radomiaka. Okazuje się, że "na logikę" powinien on w rundzie jesiennej zanotować aż 8 asyst - tymczasem po 18 rozegranych spotkaniach ma na koncie zaledwie jedną.

To chyba najlepszy dowód na to, jak złudnym "wskaźnikiem jakości" jest osiągana przez danego zawodnika liczba asyst - oraz jak istotny miernik wkładu w stwarzanie okazji pod bramką rywala przez danego gracza stanowią jego "asysty spodziewane".

Do następnego!

Marcin Matuszewski