Subskrybuj
Ekstraklasa

"Okiem Sędziego" czyli kontrowersje 19. kolejki PKO Ekstraklasy

2021-02-28

Za nami 19. kolejka PKO Ekstraklasy, która przyniosła sporo emocji, a także kontrowersji. Chyba największe dyskusje wywołał mecz Górnika Zabrze z Legią Warszawa, który prowadził sędzia Bartosz Frankowski. Zapraszam do analizy kontrowersji z minionej kolejki.

Zacznijmy od meczu Stal Mielec - Lechia Gdańsk (0:1) w którym, moim zdaniem, nie powinien być uznany jedyny gol. Cała sytuacja miała miejsce w 45. minucie, gdzie Łukasz Zwoliński chwilę przed zdobyciem bramki, uderzył dłonią w twarz Marcina Flisa. Zdarzenie to było na pewno przypadkowe, bo przecież napastnik Lechii był zdecydowanie przed swoim rywalem i możliwe, że nawet go nie widział. Zastanawiające jest to czy w takich sytuacjach należy oceniać zamiar, czy skutek - często jest to sporem w dyskusjach wśród samych arbitrów. Ostatnie trendy wskazują jednak na tę drugą opcję, a zatem uważam, że sędzia Łukasz Szczech nie powinien uznać bramki dla Lechii Gdańsk. Klip: tutaj.

Zastanawiam się także nad tym czy nie powinien interweniować VAR. Czy ta sytuacja jest oczywistym błędem arbitra? Wydaje mi się, że nie i jest to tzw. szara strefa, w której do zaakceptowania mogą być obie decyzje, jakie podjął sędzia boiskowy.

Działo się także w meczu Jagiellonia Białystok - Piast Gliwice (0:1) sędziowanego przez Daniela Stefańskiego. Tutaj mieliśmy 2 ciekawe sytuacje dotyczące oceny zagrania piłki ręką. 

W 15. minucie piłka została zagrana z dalekiej odległości w pole karne 'Jagi', gdzie niezagrana przez nikogo spadła na rękę Fedora Cernycha. Sędzia Stefański nie zdecydował się na odgwizdanie przewinienia, co wydaje się być prawidłową decyzją. Z jednej strony możemy uznać, że piłka leciała z daleka, a zatem była oczekiwana i zawodnik powinien zrobić wszystko, aby uniknąć kontaktu piłki z ręką. Z drugiej strony należy wziąć pod uwagę, że przed Cernychem do piłki wyskoczyło dwóch zawodników. Zgodnie z najnowszymi wytycznymi, należy oceniać tę sytuację jako piłkę nieoczekiwaną. Mimo, że wyskakujący do piłki zawodnicy nie zagrali piłki, to wpłynęli oni swoim zachowaniem na zawodnika Jagielloni. Analizując sytuację w kontekście piłki nieoczekiwanej, musimy ocenić naturalne ułożenie rąk zawodnika. W tym przypadku ręce ułożone są naturalnie i nie znajdują się powyżej linii barków, a zatem decyzja "grać dalej" jest prawidłowa. Klip: tutaj.

Do naprawdę kontrowersyjnej sytuacji doszło w 60. minucie, gdzie w konsekwencji dwóch żółtych kartek, z gry został wykluczony Błażej Augustyn. Sędzia Stefański uznał, że zagranie piłki ręką gracza 'Jagi' było nieprzepisowe i co więcej uznał on, że przerwało to korzystną akcję, co karane jest napomnieniem. Zastanawiając się nad słusznością tej decyzji trzeba sięgnąć do najnowszych konkluzji PZPN dotyczących oceny zagrania piłki ręką. Klip: tutaj.

Zgodnie z nimi należy zadać sobie najpierw pytanie, czy zagranie napastnika było oczekiwane, czy też nie. Jeżeli tak to musimy ocenić, czy ręka w którą trafiła piłka, powiększyła obrys ciała – innymi słowy, czy ręka znajdowała się przy ciele. Żadna z powtórek nie pokazała dokładnie, czy ręka Błażeja Augustyna była przy ciele, czy też odstawała od niego. Niestety kąt kamery zakłamuje obraz i nie mamy stu procent pewności.

Jeżeli jednak uznamy to za piłkę nieoczekiwaną, to należy ocenić naturalność ułożenia rąk zawodnika. Augustyn ma z pewnością ręce wzdłuż ciała, a co najważniejsze, nie znajdują się one powyżej barków, a zatem są one ułożone w sposób naturalny. Wiem, że w gronie sędziów trwają dyskusje dotyczące tej sytuacji, jednak moim zdaniem należy ją rozpatrywać pod kątem piłki nieoczekiwanej. Co za tym idzie, decyzja sędziego Stefańskiego była nieprawidłowa.

Jak sami zatem widzicie ocena tej sytuacji nie jest łatwa, a pamiętajmy, że arbiter na boisku ma zaledwie kilka sekund na podjęcie decyzji. Co więcej, nie może pomóc mu VAR, gdyż nie obejmuje on drugich żółtych kartek.

Czas na chyba najgłośniejszy mecz kolejki Górnik Zabrze - Legia Warszawa (1:2), który prowadził Bartosz Frankowski. Na wstępie powiem, że mecz był bardzo trudny do sędziowania. Było bardzo dużo ostrej gry, sytuacji na styku i co najgorsze mobbingu. Na arbitra krzyczeli wszyscy obecni na boisku i dookoła niego.

Spore dyskusje wywołała sytuacja z 45. minuty meczu, gdzie arbiter Frankowski podyktował rzut karny dla Górnika Zabrze. Zarówno zawodnicy, jak i sztab szkoleniowy Legii nie mogli pogodzić się z tą decyzją. Szczerze mówiąc nie rozumiem tych pretensji. Na powtórkach dokładnie widać, że ‘Jędza’ trzyma swojego rywala, który próbuje wyskoczyć i powalczyć o piłkę. Dodatkowo kapitan ‘Legionistów’ prawidłowo został ukarany żółtą kartką za trzymanie swojego rywala. Była to bardzo dobra decyzja sędziego Frankowskiego. Klip: tutaj.

Niestety nie mogę zrozumieć tego, co stało się w 40. minucie spotkania. Sędzia odgwizdał nierozważny faul i w efekcie ukarał żółtą kartką Erika Janza z Górnika. Kartka była jak najbardziej prawidłowa, jednak niepokojące jest późniejsze zachowanie faulującego, który w perfidny sposób krytykował decyzję sędziego, machał rękoma i robił szydercze głupie miny. Co więcej zawodnik Górniak wykonał gest VAR. Uważam, że arbiter za całokształt takiego zachowania powinien pokazać zawodnikowi drugą żółtą kartkę i wykluczyć go z dalszej gry. Zgodnie z przepisami, żółtą kartkę za gest VAR dajemy tylko wtedy, gdy zachowanie to jest nadmierne. Nie chce mi się wierzyć, że żaden z 4 sędziów obecnych na boisku nie zobaczył tego, co wyprawiał Erik Janza. Klip: tutaj.

Druga powoła spotkania obfitowała w bardzo ostre wejścia, za które sędzia Frankowski nie dawał żółtych kartek. Czasami nawet nie odgwizdywał przewinień. Nie wiem z czego to wynikało. Możliwe, że arbiter po prostu ustawił sobie wysoką poprzeczkę dotyczącą fauli. Uważam, że była ona zbyt wysoka, gdyż oglądając ten mecz, aż prosiło się o więcej kartek, które utemperują zawodników obu drużyn. Co ciekawe w pierwszej połowie sędzia dał aż 7 żółtych kartek w tym jedną trenerowi Legii. W drugiej połowie widzieliśmy tylko jedną żółtą kartkę...

W meczu Cracovia Kraków - Zagłębie Lubin (2:4) byliśmy świadkami dwóch rzutów karnych oraz dwóch czerwonych kartek. Pierwsza 'jedenastka' została podyktowana w 53. minucie spotkania po faulu na Jakubie Żubrowskim. Sędzia Szymon Marciniak wręcz natychmiastowo odgwizdał rzut karny, a faulującego Daniela Pika ukarał żółtą kartką. Było to drugie napomnienie tego zawodnika w tym spotkaniu, tak więc musiał on opuścić boisko. Kartka wynikała z pozbawienia realnej szansy na zdobycie bramki. Zawodnik Zagłębia miał przed sobą bramkę, a w niej jednego obrońcę. Decyzja arbitra była jak najbardziej prawidłowa. Klip: tutaj.

Drugi rzut karny miał miejsce w 67. minucie meczu. Początkowo sędzia Szymon Marciniak podyktował rzut wolny przed polem karnym za faul na Pelle van Amersfoortcie. Po chwili na skutek interwencji VAR, zmienił on swoją decyzję na rzut karny. Finalna decyzja była prawidłowa. Faul miał miejsce na linii pola karnego, a jak dobrze wiemy, linia należy do pola. Klip: tutaj.

W 88. minucie drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną obejrzał Luis Rocha. Myślę, że nikt tutaj nie powinien mieć wątpliwości. Zawodnik Cracovii był spóźniony i w sposób nierozważny ‘skasował’ swojego rywala. Klip: tutaj.

Łukasz Rogowski