Subskrybuj
Reprezentacja

Pierwsza porażka Polaków! Słoweńcy mądrze, wybrańcy Brzęczka bezradnie!

2019-09-06

Drużyna Jerzego Brzęczka przegrała pierwszy mecz w eliminacjach mistrzostw Europy i szczerze trzeba przyznać, że nie był to mecz Polaków. Ciężko doszukiwać się pozytywów po spotkaniu ze Słowenią. Reprezentacja Polski była lepsza tym razem jedynie na papierze. Kadra przegrała 0-2 po bramkach Struny, który wykorzystał gapiostwo całej polskiej defensywy i zamienił stały fragment gry na bramkę i kilkudziesięciometrowym rajdzie Sporara i strzale między nogami Łukasza Fabiańskiego, zamykając tym samym mecz. 

Skład bez roszad, jedna zmiana wymuszona

W składzie Polaków nie zmieniło się prawie nic względem poprzedniego meczu z Izraelem. Jedyna różnica to Michał Pazdan w obronie, zmieniający Kamila Glika. Cały skład zespołu Brzęczka wyglądał następująco: w bramce Fabiański, dalej od lewej w obronie Kędziora, Bednarek, Pazdan i Bereszyński, drugą linię tworzyli kolejno Zieliński, Klich i Krychowiak i na prawym skrzydle Grosicki. Parę napastników tworzyli Lewandowski (kapitan) z Piątkiem. 

Przeczytali nas jak otwartą książkę

Słoweńcy bardzo dobrze rozpracowali taktykę i styl w jakim gra reprezentacja Polski pod wodzą Jerzego Brzęczka. Na początku meczu dominowaliśmy, a może tak właśnie nam się wydawało, ponieważ po 90 minutach widać jak na dłoni, że gospodarze celowo cofnęli się do głębokiej defensywy i czekali na stałe fragmenty gry (pierwszy gol po rzucie rożnym) i na kontry. Jedna z takich przyniosła gola ustalającego ostateczny wynik spotkania. 

Bezzębny atak

O ile Krzysztof Piątek jest w dołku z formą i to widać zarówno po dzisiejszym meczu jak i po jego grze w klubie, to występ Roberta Lewandowskiego był mocno przeciętny. Nasz kapitan próbował, cofał się po piłkę, dogrywał do kolegów, jednak od niego wyjątkowo mocno oczekujemy strzałów na bramkę, a tych dzisiaj oddaliśmy… jeden. Na dodatek nie był to strzał napastnika, tylko próba Grzegorza Krychowiaka zza pola karnego dopiero w 70 minucie spotkania.

Reprezentacja Polski skrzydłami (dziś nie) stoi!

W dzisiejszym meczu na skrzydłach nie pokazaliśmy dobrej piłki. Kamil Grosicki walczył i próbował, dogrywał, odbierał piłki już przy szesnastce przeciwnika jednak przez brak miejsca nie miał możliwości przyspieszenia. To z czego słynie i jest jego flagowym zagraniem czyli wypuszczenie piłki i odejście na dystansie kilkunastu – kilkudziesięciu metrów przeciwnikowi. Dzisiaj nie miał na to szans i nie pokazał zbyt wiele. Jednak za cały występ nie bałbym się wystawić mu solidnej piątki. Na drugim skrzydle ustawiony Piotr Zieliński nie zaliczył dobrego spotkania. Wiele strat, dryblingi które tak naprawdę pozwalały zdobyć kolejne metry przeciwnikom, kiedy Piotr z piłką cofał się w stronę swoich obrońców i bramkarza, wiele niecelnych podań. To nie był dobry występ pomocnika Napoli i widać, że ma przed sobą jeszcze wiele pracy.

Jest za co pochwalić… ale z umiarem

Mimo przegranego meczu, należy docenić postawę Tomasza Kędziory. Wiele materiału do analizy będzie miał po tym spotkaniu Jerzy Brzęczek, ból głowy jak mogłoby się wydawać jest nieunikniony, jednak o pewne pozycje może być spokojny. Być może wynika to z braku przesuwania się Słoweńców naszą prawą stroną, ale tam dobrze zaprezentował się Tomasz Kędziora.

Wrócił dyrygent… ale nie zagra za orkiestrę!

W środku pola świetnie pokazał się w dzisiejszym meczu Grzegorz Krychowiak, który udowodnił, że nie jest „Świętą krową” i że jemu miejsce nie należy się za darmo. Pomocnik Lokomotivu pokazał dzisiaj Krychowiaka, którego oglądaliśmy w reprezentacji Nawałki i w jego najlepszym czasie w Sevilli. Chociaż przy stracie pierwszej bramki mógł zachować się lepiej, jednak ten błąd przy całości wykonanej pracy Grześka wydaje się błędem do wybaczenia. Dzisiaj dobrze rozprowadzał piłki, pomagał w defensywie, rozgrywał pod szesnastką przeciwnika i widać, że regularna gra w Rosji pomogła mu wrócić do formy i dodała pewności siebie.

Trzeba pokazać, że to wypadek przy pracy!

Reszta składu zagrała mecz poprawnie, dobrze, z przebłyskami ale bez blasku. Świetnie pokazał się w bramce Łukasz Fabiański, mimo straconych bramek. Ciekawie zaprezentowali się zmiennicy, szczególnie Krystian Bielik, który potwierdza, że powołanie do kadry A nie jest przypadkowe i można na niego liczyć w przyszłości. Przed nami kluczowy mecz z Austrią w Warszawie i tam musimy pokazać, że zależy nam na dostaniu się do finałów Mistrzostw Europy. Kadra na Stadionie Narodowym w ostatnich latach nie przegrywa, a komplet widzów w "Domu Reprezentacji" to jeden z niewątpliwych plusów. Mimo, że na stadionie w  Ljubljanie mecz obejrzało około 15 200 widzów, atmosfera była bardzo przyjazna. Oczekujemy tego samego w poniedziałkowym meczu. Nie dostaniemy jednak niczego za darmo. Zwłaszcza, że Austriacy postraszyli nas pokonując Łotwę, aż 6:0. Niezwykle ważne dla Polski punkty leżą na murawie tylko trzeba je podnieść. 

Paweł Stańko